|
- - 2009-01-07, 16:14:53, Pat :P skomentuj (0)
Takkk ;] 1. TU! Ale nic w związku z tym nie obiecuję, z róznych względów :| ;] Acz uprasza się trzymać kciuki, bo nie miałabym nic przeciwko popisaniu sobie, naprawdę :]]] [a lay jako już był na czym innym, co się %#$^@!% skasowało ;p dokąd mi się nie zechce zrobić, czyli no ;p ale fls to się robi 1 dziennie ;p] 2. Może tu wrzucę, co jeszcze miałam napisane, bez puenty, ale szkoda, żeby się jeszcze kilka odcinków zmarnowało ;pp Może ;] Tak czy siak tej powiastce mówimy papa :( ;] 3. Ale zostanie xD I fizycznie i pod tym samym adresem ;p A dodatkowo dorabia się właśnie wygodniejszej w czytaniu wersji tu xD 2005-06-06, 14:51:13, Pat :P skomentuj (1)
Nu ;] Hoellinka kofa Flav xDDDDDDD Tyle ;)) Jeśli będzie coś więcej, to nie omieszkam poinformować ;> *aniołek* 2005-05-30, 16:55:14, Pat :P skomentuj (2)
notka antykasująca numer 2 8) nie bić Höllinki, albo zbić ;] albo będzie ta powiastka do końca co mam i potem nowa vel nowe odcinki, albo tylko ta do końca co mam, albo i to nie ;]]] Höllinka dobra i chce pisać, tylko jakoś takoś, no ;] 2005-03-31, 22:36:58, Pat :P skomentuj (1)
- Nie komentować :] Albo pod poprzednią ;P Notka antykasująca, na razie :P 2005-01-28, 00:15:04, Pat :P skomentuj (3)
*** Rozdział sto piętnasty *** - Cham, pajac, idiota!! - Pat szła pustym, jak myślała, korytarzem i dawała upust swoim uczuciom. - Kto, jeśli mogę spytać? - odezwał się niepewnie, ale z sympatyczną kpiną, zaszyty w wielkim fotelu Pavel. - Ty! - wypaliła Pat i poszła dalej, obiecując sobie następnym razem lepiej się rozejrzeć. Po czym odwróciła się, zaskoczony Pavel wstał i nadal patrzył w jej kierunku - Dobra, nie ty. Przynajmniej nie teraz. - Chyba i wiem kto... Pati, ten wisiorek naprawdę był dla ciebie - odważył się nagle Pavel - Z loterii z wesołego miasteczka, a dziś wygrałem nalepki z pokemonami. - poinformował i zaprezentował dowód rzeczowy. Pat parsknęła śmiechem. - Może potrzebujesz silnego męskiego ramienia? - zaproponował też uśmiechnięty Pavel. - A po co? - dziewczyna spojrzała podejrzliwie. - Tak platonicznie rzecz jasna... Wypłakać się albo coś. - Ostatnie na co mam ochotę to płakać, mogę pobić na przykład. - poinformowała Pat z miną niewiniątka. - Zaryzykuję. - Skoro tak... - wtuliła się tak mocno, obejmując go w pasie, że słyszała bicie serca - To też tak platonicznie tylko? - zapytała przewrotnie, podnosząc głowę zaskoczona, kiedy poczuła, że dotyka jej włosów. I nie czekając na odpowiedź, patrząc mu cały czas w oczy, pocałowała mocno w usta. 2004-11-26, 00:55:59, Pat :P skomentuj (8)
*** Rozdział sto czternasty *** - Hm? - zachęciła Julia nie przerywając pracy, kiedy ktoś stanął kilka kroków za nią i najwidoczniej wahał się, czy coś powiedzieć - O, cześć Martin. - Hej - chcąc nie chcąc zauważony już chłopak usiadł obok. - Hm? - ponownie spytała Julia, odrywając tym razem i wzrok od kartek. - A już myślałem, że mnie zapytasz o zdjęcia. - powiedział chłopak niby kpiąco, ale z widocznym zadowoleniem. - O, to jak zdjęcia? - roześmiała się Julia. - Mam. - odpowiedział krótko Martin, ale w końcu też się uśmiechnął - Julia, nie urwalibyśmy się gdzieś stąd dziś? Chyba, że... - Gdzie? - ku zdziwieniu chłopaka Julia nie wdawała się w szczegóły. - Już myślałem, że o pracy coś będziesz mówić... Albo o Davidzie. - No, w sumie zastanawiam się, kiedy na przykład ty w ogóle zaczniesz pracować. Ale masz jeszcze miesiąc. - machnęła ręką Julia, pomijając drugą część wypowiedzi - Ja już przynajmniej zaczęłam. To kiedy idziemy, teraz? 2004-11-26, 00:45:49, Pat :P skomentuj (1)
*** Rozdział sto trzynasty *** - Żebym miał za co, to bym ci tę watę cukrową kupił. Na dzień dziecka, dziś jest. - Michał był coraz bardziej zdenerwowany pomijaniem przez Kiimi. - A dzięki - nie zraził się niczym młodszy brat - Sam sobie mogę kupić. - Znaczy, że miałeś i na samochodzik? - wydedukował Michał. - Miałem. - wyszczerzył się zadowolony Kamil. - Argh... - warknął Michał i spytał słodko - Dla Kiimi żałowałeś? - To już Kiimi trzeba zapytać, czy miała coś przeciwko, żeby jeździć ze mną. - odparł Kamil z miną "co najmniej pięć do zera dla mnie" - A Kiimi przy strzelnicy jest tak w ogóle... Na to też mi wystarczyło. 2004-09-20, 16:47:13, Pat :P skomentuj (10)
*** Rozdział sto dwunasty *** - Mamy do pana prośbę. - Daniel, z niewtajemniczonym jeszcze Roarem, stawił się natychmiast przed Robertem. Tak szybko, bo obawiał się, że odwagi mu na dłużej nie wystarczy, ale do tego by się za nic nie przyznał - Zależy panu na jakiejś dziewczynie, prawda? Wobec takiego pytania, zadanego przez jakieś nieznajome dzieciaki, w dodatku kojarzone dość mętnie z Heleną, Robert spłoszył się totalnie. Daniel przeszedł więc dyplomatycznie bliżej sedna sprawy. - Zakładamy, że na pewno pan ma. I właściwie nie w tym rzecz. - Daniel zdecydował się uspokoić ciągle zdziwionego sędziego - A skoro pan ma, to na pewno by pan dla niej dużo zrobił, zwłaszcza jakby wolała jakiegoś kopacza. - W rzeczy samej tak... - Robert nadal nie mógł znaleźć niewątpliwego drugiego dna, a i "kopacz" go mocno zaniepokoił, co mu dotkliwie przeszkadzało w wyśmianiu i wygonieniu dzieciaków, na co miał ochotę od początku. - Zatem rozumie pan, że my musimy walczyć o nasze ukochane... Które jeszcze o tym nie wiedzą, ale tym bardziej powinny się dowiedzieć... I do tego potrzebujemy pana pomocy. - Daniel doszedł do najtrudniejszej części, ale wiedział już, że jest na dobrej drodze. 2004-09-20, 16:46:47, Pat :P skomentuj (2)
*** Rozdział sto jedenasty *** - Chyba do Ciebie wróciła przecież. - Ewa nie była zachwycona, że Francesco ją wybrał do zwierzeń, nie czuła się bezstronna. - I ty nic nie widzisz? - No niby widzę. - odpowiedziała, zastanawiając się, w jaki sposób szybko skończyć rozmowę. - On nie może już wyjechać, czy co? Ten Pavel cały. - zirytował się piłkarz. - Nie ode mnie to zależy. A do końca mistrzostw pewnie i tak będzie. - No nie od ciebie, od niego i od Pat... Ale trzeba mu było tego papierka nie dawać. - mruknął. - Niewiele by to chyba zmieniło. - odparła Ewa zgodnie z prawdą. - Pat idzie - zauważył nagle Francesco, i nie zastanawiając się, pocałował zdumioną Ewę. - "Też mogę być niezależny..." 2004-09-20, 16:46:20, Pat :P skomentuj (2)
*** Rozdział sto dziesiąty *** - Kto to jest, co tam stoi i na nas patrzy? - wysoce zdumiał się Kamilek. - Mój brat. Ciekawe, co on tu w ogóle robi. - mruknęła Kiimi. - Brat? Załatwisz mi autograf? - Co? - zdziwiła się Kiimi, zanim sobie przypomniała, że jaki by nie był Hernan, to mimo wszystko jest sławny - A tak, jasne. Nawet ci mogę jego notatki jakieś dać, byle nie teraz, zajęty na pewno jest... Mam nadzieję. - No to jeździsz ze mną? - wtrącił się Michał z miną zwycięzcy, pokazując na tor zderzających się samochodzików. - To jest aluzja, że nie macie na trzy bilety, tylko na dwa? - westchnęła Kiimi. - Ja jeżdżę lepiej. - Kamilek jak zwykle zignorował jej wypowiedź i uśmiechnął się triumfalnie. - I Kiimi będzie wygodniej, bo jestem szczuplejszy i w ogóle mniejszy. - tego argumentu użył już mniej chętnie, ale za to był nie do zbicia, bo Michał nie protestował, tylko niechętnie wzruszył ramionami. 2004-09-20, 16:45:47, Pat :P skomentuj (2)
*** Rozdział sto dziewiąty *** - Ja chyba cię już gdzieś widziałem - powiedział Hernan, stając obok Pavla przy automacie w wesołym miasteczku - Jak się w to gra? - A ja ciebie zdecydowanie już widziałem - poinformował Pavelek i zajął się z powrotem grą - O tu wrzucasz i im dalej poleci, tym lepsza nagroda. - Ysz - zmartwił się Hernanek w okularach przeciwsłonecznych - A ja się starałem być incognito. - Allo allo - mruknął Pavelek. - W sumie to powinienem być na treningu, ale siostry pilnuję. - A ona nie jest dorosła? - spytał celnie Pavel. - A jest, jest... Zresztą już idę. Sama chyba pilnuje jakiegoś młodszego dzieciaka. - wskazał na oddalonych Kiimi i Kamila - Samochodzikiem z nim jeździ. - A. - zauważył smętnie Pavelek. - Ty przez jakąś dziewczynę taki? - zainteresował się Hernan stanem Pavla, który znów trafił w najniżej punktowane miejsce i wyciągnął w nagrodę naklejkę z pokemonem. - No... Skąd wiesz? Ciemne włosy ma, niebieskie oczy... A jaką śliczną czerwoną sukienkę dziś miała... - rozmarzył się Pavel. - Pat? - Hernanowi uruchomił się łańcuch skojarzeń. - Hy! - przestraszył się Pavelek - Ja wiem, że ona jest zajęta i w ogóle, ja tylko tak... - Zajęta? Ups. - zdziwił się niedyplomatycznie Hernan. 2004-07-24, 22:57:37, Pat :P skomentuj (38)
*** Rozdział sto ósmy *** - I ten twój Robert niech by robił za jakiś czarny charakter, przestępcę czy co. - Daniel skończył relacjonować Helenie zwięzły plan. - Że co proszę? - Musi. - Po co? - spytała celnie dziewczyna. - Bo my chcemy dwóm kopaczom odbić... A zresztą to tajemnica. - wyjaśnił z godnością Daniel. - Ja dobrze rozumiem, że sędzia ma robić za przestępcę, bo ty sobie ubzdurałeś jakiś plan znowu? - Przecież będzie udawał tylko. - Że z wami coś nie tak, to już dawno wiedziałam. - stwierdziła mimochodem Helena. - Jakimi wami? - zainteresował się Daniel. - Nie powiesz mi, że Roar z tym nie ma nic wspólnego. - Nie. To znaczy tak, ale planu nie zna... - Skąd ja to wiedziałam. - westchnęła dziewczyna. - To jak, pomożesz? - Chyba śnisz. Zresztą jak masz do niego sprawę, to ja nie jestem biuro pośrednictwa. - Ale on mnie co najwyżej wyśmieje. - I myślisz, że nie będzie miał racji? Powodzenia. 2004-07-22, 23:08:59, Pat :P skomentuj (9)
*** Rozdział sto siódmy *** - No, gratuluję - Justi łaskawie pochwaliła Martina i schowała pliczek zdjęć do torebki, po czym zaproponowała bez ogródek - A teraz pa pa. - Bo co sobie Paolo pomyśli? O moim bracie mógłby na przykład. - mruknął Martin do siebie. - O ja cie... - dziewczyna tymczasem spojrzała przez okno, gdzie siedział Paolo z Anią - Myślałam, że mu tylko wczoraj tak odbiło. - Już sobie coś pomyślał. - zarechotał Martin i spytał z miną niewiniątka - To ja mogę sobie posiedzieć? - A lubisz nie robić zdjęć, tylko potem pokątnie po prośbie załatwiać? - spytała retorycznie Justi, pokazując na zegarek - Pa pa. Martin zamruczał coś i wstał, a Justi przysiadła się do siedzącego samotnie podłamanego Alexa, który przyszedł kilka chwil wcześniej. 2004-07-22, 22:33:05, Pat :P skomentuj (3)
*** Rozdział sto szósty *** - Ja nie wiem, czy wy wiecie, ale macie jeszcze takie coś jak pracę. - zasugerowała Mart wchodząc do pokoju - Nie wiecie. - odpowiedziała sama sobie, zastawszy tylko Pao, tym razem nie piszącą smsów, tylko rozmawiającą przez telefon. - Nie generalizujmy. - z łazienki wyłoniła się jeszcze Arden - A co ty taka gorliwa, znów będziesz Portugalczyków fotografować? - Niee, Włochów... Czy tam Hiszpanów. - Różnica zasadnicza. - objaśniła zwięźle Arden - Bez piłek? - A co mi tam piłki... - odpowiedziała błogo Mart, a Arden osłupiała - Miło było dziś... Eh. A dlaczego wy w ogóle tu? - Powinnaś chyba pytać, dlaczego reszta nie tu... - zawahała się Arden, ale nawet to już jej nie zdziwiło. - Tomek jest odpowiedzialny i pracowity, i nie może się spotykać w czasie treningów. - wyjaśniła Pao, która właśnie skończyła rozmowę. - Ale non-stop z telefonu korzystać może. - mruknęła Mart i zajęła się leżącymi na stoliku zaległymi papierami. 2004-07-05, 20:01:20, Pat :P skomentuj (22)
*** Rozdział sto piąty *** - Ja ją... to znaczy ciebie... na ramę mogę wziąć. - Kamilek odważył się odezwać do Kiimi i był tyle z siebie dumny, co czerwony. - Ja też mogę. - stwierdził krótko Michał. - Ja umiem sama jeździć na rowerze. - wtrąciła Kiimi, ale nie została nawet zauważona. - Mam lepszy rower. - przypomniał bratu Kamil. - Też mam rower. - poinformowała dobitnie Kiimi. - Masz?... - jęknęli jednocześnie bracia. - A to pech, mam. - roześmiała się Kiimi - Zaraz wracam, tylko od brata pożyczę. - Może bratu głowy nie zawracaj, wiesz, treningi ma... - No, w sumie jak wolicie, to możecie wy mi pożyczyć, a Kamil Michała na ramę weźmie? - zaproponowała przewrotnie Kiimi i pobiegła na górę. 2004-07-05, 19:54:23, Pat :P skomentuj (5)
*** Rozdział sto czwarty *** - Nic im się ta gra nie klei, przez Ikera zdaje się, taki rozkojarzony... Nawet nie ma na co popatrzeć. - Carmen zwróciła się do Kefi, która przysiadła się przed chwilą - A ty nie miałaś być u Włochów na treningu? - Miałam, miałam... Ty też chyba miałaś. - zastanowiła się Kefi - Miałam być i byłam, tylko przyszłam, żeby ci powiedzieć, że nie przychodzę na dwudziestą, tylko na osiemnastą... Myślę, że ci to nie robi różnicy? - Nie? Ale w sumie nie ma sprawy, i ja przyjdę wcześniej. - Carmen wyglądała na zadowoloną. - A na co przyjdziesz tak w ogóle? - zapytała Kefi niby nieuważnie. - Umówiłam się. - wyjaśniła Carmen oględnie. - No wcale się nie domyślałam... - westchnęła zniecierpliwiona Kefi, ale poddała się, wiedząc, że przynajmniej na razie nie dowie się więcej. 2004-07-05, 19:50:13, Pat :P skomentuj (3)
*** Rozdział sto trzeci *** - Tak sobie pomyślałem... - David Beckham przysiadł się do Kasi,czekającej od kilku minut na Mattiego - Że ty mnie może zrozumiesz albo wysłuchasz, albo że popatrzę na ciebie chociaż... Ee, głupoty gadam. - doszedł do trzeźwego wniosku. - Nie, skądże. - uśmiechnęła się szczerze Kasia, postanawiając jednocześnie możliwie najbardziej skrócić rozmowę. "Gdyby Matti teraz przyszedł, to już drugi raz by pewnie nie było tak wesoło." - A, właściwie nic ważnego - David uniósł się dumą i z wyuczonym, ale rozbrajającym uśmiechem wytłumaczył - Ja się ostatnio wszędzie pcham, gdzie mnie nie chcą, ale... - Kasia, Kasia! - przybiegła żądna zwierzeń Olivia - O, nie zauważyłam pa... ciebie. - Nic nie szkodzi - odparł David, ciągle z wystudiowanym uśmiechem, ale zadowolony, że przestał być na chwilę w centrum uwagi. - Kasia - kontynuowała Oli, ledwie uraczywszy Davida spojrzeniem - Iker jest cudowny! Może tylko trochę nieśmiały, ale... - Boi się ciebie? - podpowiedziała rozbawiona Kasia - To chyba dość powszechne. Hm, dlatego, że taki cudowny, to nie mogłyśmy się ciebie wieczorem doczekać? - No... - przyznała Oli, ale Kasia nagle wstała, pokiwała komuś ręką i odeszła, zostawiając ją samą z całkowicie pominiętym Davidem. 2004-06-21, 20:09:56, Pat :P skomentuj (14)
*** Rozdział sto drugi *** - Francesco jest wrażliwy po prostu, przejął się kolegą - Pat demonstracyjnie wyjaśniła Pavlowi, który już się ujawnił i z powątpiewaniem patrzył na kolejny niecelny strzał Włocha. W końcu wstał, wyminął go i porozumiał się wzrokowo ze zdziwionym Gigim, żeby uniknąć komentarzy, że strzela z zaskoczenia. Nie dając mu szans trafił prosto do siatki, po czym skierował się do wyjścia z boiska. - Nie, tego już za wiele! - krzyknął Francesco. - Spokojnie, ja już sobie idę. - poinformował Pavel pojednawczo - Wszedłem ci w drogę raczej przypadkiem. - I to też było przypadkiem?! - A, to nie. - odpowiedział Pavel z miną niewiniątka. - Mam ci chyba jeszcze coś do oddania - Pat podeszła i, nie zważając na zmieszanie Pavla, wręczyła mu wisiorek. - Co to? - zainteresował się Francesco. - Nic ważnego... - uśmiechnęła się Pat. - To było dla ciebie. - Pavel postawił wszystko na jedną kartę. - Czyżby? - zdziwiła się dziewczyna - Jak tam byłeś ostatni raz, to mnie nawet nie znałeś jeszcze. Nie, nic nic. - zwróciła się do osłupiałego Francesco, a Pavlowi pomachała, czego on już nawet nie zauważył. 2004-06-21, 20:01:24, Pat :P skomentuj (5)
*** Rozdział sto pierwszy *** - Co ona kombinuje? - Daniel szturchnął Roara i spojrzał podejrzliwie w stronę Flawii. Dziewczyna usiłowała dowiedzieć się czegoś od Antonia, siedzącego już na "widowni", ale nadal trzymającego opatrunek. Z tego co dotarło to chłopaków, siedzących kawałek dalej, wynikało, że chodzi o innych niegrających na mundialu piłkarzy. I czy z innych krajów też przyjechali, konkretnie polscy kopacze, konkretnie jeden polski kopacz. W dodatku otrzymała odpowiedź raczej twierdzącą, jeśli nie liczyć tego, że Antonio słuchał piąte przez dziesiąte i posyłał rozmarzone spojrzenia odwróconej akurat w drugą stronę Basi. - Karwan? - zainteresował się David. - Chyba nie znam. Roar machnął ręką z miną eksperta od piłki nożnej i ruchem głowy wskazał Basię, już odwróconą przodem i odwzajemniającą uśmiech Antonia. - Chyba mam plan... - Daniel w lot rozumiał przekaz. - Rozbić sobie łeb o bramkę? - spytał zrezygnowany Roar. - Chyba... Nie, niekoniecznie. - zastanowił się Daniel. - A jakiś w ogóle masz? - Każdy plan wymaga trochę improwizacji - poinformował Daniel z miną Sherlocka Holmesa - Albo i więcej. 2004-06-05, 20:30:31, Pat :P skomentuj (13)
*** Rozdział setny *** Magda siedziała na tarasie i przygotowywała pytania na kolejny wywiad. Alex miał największą ochotę postać i popatrzeć niezauważony, ale samokrytycznie uświadomił sobie, że jeśli zapomni po co tu przyszedł, to tam samo niezauważony ucieknie. - Magda... - Słucham? - odpowiedziała dziewczyna znad notatek. - Magduś... - powtórzył Alex i prawie wyciągnął rękę, żeby odgarnąć dziewczynie jasny kosmyk włosów z policzka. - Tak? - przynagliła Magda. - Ten notes to jest mój. - wypalił Alex, dodatkowo wystraszony. Do rozmowy nie przygotował się świadomie, żeby nie przestraszyć się od razu wielkości zadania. W dodatku uświadomił sobie w pełni, jak można i trzeba taką wypowiedź rozumieć, w kontekście napisu w środku. - Oddać do rąk własnych? - zakpiła Magda, ale bez złośliwości. - I nie zaprosiłem cię na koncert, bo sam nie poszedłem, bo... - kontynuował Alex bohatersko, ale przypomniał sobie nagle, co Sandro mówił o Zambrotcie, więc zakończył szybko i wyszedł - Ale to chyba nieważne w sumie. - Alex? - Magda wstała i wyszła na korytarz, ale nie zobaczyła już nikogo, więc wzruszyła ramionami i wróciła do notatek. 2004-06-05, 20:16:14, Pat :P skomentuj (7)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty dziewiąty *** - Skoro wczoraj stwierdziłaś, że więcej czasu nie zamierzasz się nudzić z bratem, to ja cię dziś porywam na cały dzień. Mam wolne do wieczora. - oznajmił w tonie wielkiej nowiny zadowolony z siebie Michał. Kiimi zrobiła szybki bilans i odżałowała bez problemu treningi angielskie, a nawet szwedzki (tylko dziwnym trafem sposób bycia Michała przypomniał jej Niclasa), chociaż jakby bardziej dla Kamila niż dla Michała. - I Kamil nie będzie nam przeszkadzał - kontynuował chłopak, bez pytania uznawszy propozycję za przyjętą, a na zdziwione spojrzenie Kiimi wyjaśnił - Przecież sam sobie poradzi, nie trzeba go pilnować. - Jasne, ale będzie się nudził i w ogóle... - oponowała Kiimi, zdając sobie sprawę, że podejrzeń i tak nie wzbudzi, a nawet jeśli, to nie robiło jej to większej różnicy. - Skoro ci zależy... - zdziwił się Michał - Miło, że o niego dbasz. Pójdziemy do wesołego miasteczka, wsadzi się go w jakąś karuzelę i nie będzie przeszkadzał i tak. - przedstawił swoją wizję, a Kiimi wyszczerzyła się w uśmiechu, bo miała nie do końca taki plan. 2004-06-05, 20:07:38, Pat :P skomentuj (8)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty ósmy *** - Ja do niej nie pójdę, ona mi krzywdę zrobi. - stwierdził kategorycznie Luis. - Zawsze miałeś takie podejście, zdaje mi się. I nie stało na przeszkodzie. - zauważył Pedro. - Musi być mocniejsze, wcześniej się nie przyznawał. - wtrąciła Sarra. - Bardzo śmieszne. - obruszył się Luis i otworzył drzwi wyjściowe, po czym zamknął je z powrotem i zastanowił się. - I co ja jej powiem? Spytam, czy się wyspała? Toć ona spała, przy mnie. Nie pójdę. - Jak już tak wokół tych drzwi orbitujesz, to chociaż byś otworzył. - zasugerował Pedro na dźwięk dzwonka. - Hej, przyszłam spytać, czy się wyspałeś. - przywitała się Mart uśmiechając się kpiąco. 2004-05-24, 23:06:44, Pat :P skomentuj (16)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty siódmy *** Antonio Conte siedział na ziemi trzymając się oburącz za głowę, ale w kontraście do całej sytuacji śmiał się serdecznie. - Nawet jak nie gram, to taki mój los, że sobie głowę rozbiję. - Co się stało? - banalnie spytał wystraszony Francesco. - Zamach na mnie robisz i jeszcze pytasz, nie spodziewałem się dostać z tyłu piłką - odpowiedział wesoło Antonio, ale uraz zaczął wyglądać coraz poważniej - Coś sobie rozciąłem o bramkę jak się potknąłem. - Ja się trochę znam, pomogę - zdecydowała szybko zaaferowana Basia - Tylko na razie nie mam czym... - Tam coś powinno leżeć - Antonio pokazał na prawo. - Roar, skocz tam, bliżej masz - zadysponowała dziewczyna - No już. - Nie powinnaś się tak przejmować... Jak się uśmiechasz, to już mi lepiej. - Proszę. - Roar wręczył opatrunki z miną wskazującą, że ma ochotę poprawić uderzenie o bramkę z drugiej strony. 2004-05-20, 19:41:32, Pat :P skomentuj (4)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty szósty *** "I po licho mi była jakaś badziewna koreańska loteria?" - Pavel szedł szybko, nareszcie w swoim własnym ubraniu, i kopał ze złością kamyczki - "Mogłem to całe serduszko wrzucić do śmieci, a nie do szafy! Tyle tylko, że jakby tego nie znalazła, to bym miał dla niej prezent. Ale gdybać to sobie teraz mogę." Dotarł na trening Włochów, gdzie spodziewał się znaleźć Pat i desperacko wszystko wyjaśnić. I w tej samej chwili miał ochotę zawrócić - siedziała wtulona w faceta, którego miał już okazję oglądać. "Francesco Totti" - mruknął Pavel i usiadł trochę dalej, żeby go nie zauważyli, sam nie wiedząc za bardzo, po co siada. Tymczasem piłkarz dał dziewczynie jeszcze buziaka ("Kilka?" - Pavel mimo całej desperacji odwrócił się) i wstał, tylko po to, żeby parę razy pod rząd nie trafić piłką do bramki. Ani nawet w bramkarza. Pavel już się podniósł, żeby w pierwszym odruchu pokazać marzycielowi, jak się celuje, kiedy Francesco właśnie spudłował jeszcze raz, trafiając w kogoś przechodzącego obok bramki. Nieliczna "publiczność" pobiegła w jego stronę. 2004-05-18, 18:39:02, Pat :P skomentuj (9)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty piąty *** - Jak mi się ładnie udało przełożyć spotkanie... Tylko przyjdzie z koleżanką, ale myślę, że nie będzie nam przeszkadzać. A zresztą zależy jaka ta koleżanka... - zadowolony z siebie Sandro rozsiadł się na kanapie w pokoju. Alex Del Piero zamknął jakiś zeszyt i spojrzał z politowaniem. - A, czyli wczoraj udało ci się jednak z dwiema dziewczynami na jedną godzinę umówić? - No... - mruknął niechętnie Sandro i zmienił temat - Magdę spotkałem, powiedziałem, że mówisz, że cię nie ma. - poinformował beztrosko. - Słucham? - Alex aż wstał, a Sandro kontynuował. - To mnie potem spytała o jakiś notes, czy to nie twój, powiedziałem, że nie - pod spojrzeniem Alexa umilkł zaskoczony w połowie zdania - A twój? Nic nie mówiłeś. - Nie mówiłem - przyznał sucho Alex - Jeszcze by tego brakowało, żebym mówił. Ale przynajmniej nie przyszło ci do głowy, żeby powiedzieć, że to twój? - A powinno? - zainteresował się Sandro, ale Alex już wyszedł, głośno zamknąwszy za sobą drzwi. 2004-05-16, 16:20:25, Pat :P skomentuj (8)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty czwarty *** - Michała nie ma. - speszył się Kamil, otworzywszy drzwi Kiimi. Dziewczyna go zresztą onieśmielała odkąd ją pierwszy raz zobaczył, ale teraz był w dodatku w ubraniu typowo domowym, objawiającym się rozciągniętym t-shirtem i, przede wszystkim, brakiem spodni. - Nic nie szkodzi. - odpowiedziała niby obojętnie Kiimi, która miała właśnie nadzieję, że Michała nie zastanie. - Może coś przekażę? - odważył się jeszcze spytać Kamil, który pomimo całego miłego zaskoczenia, miał tylko ochotę zamknąć już drzwi. - Nie, dzięki, nic ważnego. - Kiimi obdarzyła chłopaka możliwie najbardziej promiennym uśmiechem i odeszła, ale natychmiast zaczęła sobie wyrzucać: "Trzeba było i tak wejść! Niby poczekać albo coś... Ale to się jeszcze nadrobi." - postanowiła i humor jej się znacznie poprawił. 2004-05-16, 16:08:42, Pat :P skomentuj (5)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty trzeci *** - Gdzie się zmyłaś? – ofuknął Basię Roar, kiedy udało mu się ją dogonić – Bez papierka żadnego! - Na trening Włochów – wyjaśniła dziewczyna z rozbrajającym uśmiechem – A przez drzwi słyszałam, że ten facet nas wpuścił i tak. - I myślisz, że jak jeden sędzia coś powie, bo się zapatrzy w Helenkę, to ciebie nie mogą stąd wywalić? – Roar spojrzał pobłażliwie – Ech, masz. - Dzięki. – podekscytowana dziewczyna wsunęła karteczkę do kieszeni – O, idziesz ze mną? Myślisz, że to tu? - A czego państwo szukają? – spytał nadspodziewanie miłym tonem mężczyzna nadchodzący z naprzeciwka. - Trening Włochów chciałam obejrzeć... – wyjaśniła Basia, wyciągając przepustkę, Roar zrobił minę z gatunku "A nie mówiłem?", a mężczyzna roześmiał się. - A nie, ja tu nie jestem od sprawdzania. Z ciekawości zapytałem... – spuścił wzrok – A w ogóle... Przedstawię się może, Antonio Conte. - Pan nie gra, prawda? – wyrwał się Roar, za wszelką cenę chcąc zwrócić na siebie uwagę. - Nie gram. Nawet tu nie mieszkam, przyszedłem tu głównie zobaczyć ten trening właśnie.– uśmiechnął się, nadal patrząc na Basię. 2004-05-10, 22:28:12, Pat :P skomentuj (6)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty drugi *** Pomimo że Pat starała się być całkiem opanowana i zimna ("Serduszko na rzemyku! No cóż, przynajmniej nie tylko ja chciałam kombinować na dwa fronty..."), to nogi się pod nią ugięły na widok Pavla w czarnym sweterku. Za małym sweterku. Tego, że w porę pozbyła się z rąk swetra białego, była na szczęście prawie pewna. - O... – zaniemówił Pavel – Ewa nie poszła, to nie myślałem, że ktoś tu jest... - Przepraszam, ja już wychodzę... Ale Ewa mi pozwoliła. – wyjaśniła szybko Pat, a trzymane w ręku klucze wręczyła Pavlowi – Hm, ale skoro nie była tu, to skąd masz to? - A, to Sary sweter. Sary? Jakoś tak... Ewa mi dała. – uśmiechnął się zakłopotany Pavel, po czym bezceremonialnie ściągnął tę część garderoby przez głowę – Poproszę. – wyciągnął rękę w kierunku własnego białego swetra, podniesionego przez Pat. Dziewczyna była przekonana, że gdyby nie wyczuwalne cały czas w kieszeni serduszko, nie ominęłaby tak łatwo spojrzenia Pavla spod zmierzwionych włosów. I nie wyszłaby tak szybko, wręczywszy tylko sweter. 2004-05-06, 22:12:18, Pat :P skomentuj (11)
*** Rozdział dziewięćdziesiąty pierwszy *** - Witaj Kefi... Kefi? – Sandro nie udało się postawić wszystkiego na jedną kartę i musiał się upewnić co do imienia. - Kefi, w rzeczy samej... – zdziwiła się dziewczyna, ale przywitała się ze szczerym uśmiechem. - Tak... Ładne imię. Już to mówiłem wczoraj, prawda? – Sandro usiłował się zrehabilitować, mając na uwadze, że samo spojrzenie pracuje na jego korzyść. - Nie... – stwierdziła podejrzliwie Kefi, a Sandro szukał jakiegoś szczegółu zgodnego z prawdą, zanim będzie za późno. - Miałaś wczoraj taki ładny naszyjnik... – wyznał z rozmarzeniem i czekał na reakcję. - Z tego co pamiętam, to nie miałam żadnego. – osłupiała do reszty Kefi. - Ah, bo masz takie śliczne oczy, jak diamenciki... – brnął Sandro, najbardziej zadowolony z faktu, że dziewczyna jeszcze nie uciekła. – A zatem Kefi... Piękną masz sukienkę tak w ogóle... Musimy przełożyć spotkanie, na trochę wcześniej, osiemnasta może? - Jasne... Miałam przyjść z koleżanką, ona też tu miała coś do załatwienia o dwudziestej, ale najwyżej ze mną wcześniej przyjdzie. – zdecydowała Kefi i dodała z pewną ironią – Chyba ci to nie będzie zbytnio przeszkadzać. 2004-05-01, 17:58:14, Pat :P skomentuj (17)
|
Starring
: |
|
Księga
|