| Strona główna |
*** Rozdział dziewięćdziesiąty piąty ***- Jak mi się ładnie udało przełożyć spotkanie... Tylko przyjdzie z koleżanką, ale myślę, że nie będzie nam przeszkadzać. A zresztą zależy jaka ta koleżanka... - zadowolony z siebie Sandro rozsiadł się na kanapie w pokoju. Alex Del Piero zamknął jakiś zeszyt i spojrzał z politowaniem. - A, czyli wczoraj udało ci się jednak z dwiema dziewczynami na jedną godzinę umówić? - No... - mruknął niechętnie Sandro i zmienił temat - Magdę spotkałem, powiedziałem, że mówisz, że cię nie ma. - poinformował beztrosko. - Słucham? - Alex aż wstał, a Sandro kontynuował. - To mnie potem spytała o jakiś notes, czy to nie twój, powiedziałem, że nie - pod spojrzeniem Alexa umilkł zaskoczony w połowie zdania - A twój? Nic nie mówiłeś. - Nie mówiłem - przyznał sucho Alex - Jeszcze by tego brakowało, żebym mówił. Ale przynajmniej nie przyszło ci do głowy, żeby powiedzieć, że to twój? - A powinno? - zainteresował się Sandro, ale Alex już wyszedł, głośno zamknąwszy za sobą drzwi. 2004-05-16, 16:20:25, Pat :P skomentuj (8)
|
taka-sobie-powiastkablog - archiwum: *** Rozdział dziewięćdziesiąty piąty *** |