| Strona główna |
*** Rozdział dziewięćdziesiąty pierwszy ***- Witaj Kefi... Kefi? – Sandro nie udało się postawić wszystkiego na jedną kartę i musiał się upewnić co do imienia. - Kefi, w rzeczy samej... – zdziwiła się dziewczyna, ale przywitała się ze szczerym uśmiechem. - Tak... Ładne imię. Już to mówiłem wczoraj, prawda? – Sandro usiłował się zrehabilitować, mając na uwadze, że samo spojrzenie pracuje na jego korzyść. - Nie... – stwierdziła podejrzliwie Kefi, a Sandro szukał jakiegoś szczegółu zgodnego z prawdą, zanim będzie za późno. - Miałaś wczoraj taki ładny naszyjnik... – wyznał z rozmarzeniem i czekał na reakcję. - Z tego co pamiętam, to nie miałam żadnego. – osłupiała do reszty Kefi. - Ah, bo masz takie śliczne oczy, jak diamenciki... – brnął Sandro, najbardziej zadowolony z faktu, że dziewczyna jeszcze nie uciekła. – A zatem Kefi... Piękną masz sukienkę tak w ogóle... Musimy przełożyć spotkanie, na trochę wcześniej, osiemnasta może? - Jasne... Miałam przyjść z koleżanką, ona też tu miała coś do załatwienia o dwudziestej, ale najwyżej ze mną wcześniej przyjdzie. – zdecydowała Kefi i dodała z pewną ironią – Chyba ci to nie będzie zbytnio przeszkadzać. 2004-05-01, 17:58:14, Pat :P skomentuj (17)
|
taka-sobie-powiastkablog - archiwum: *** Rozdział dziewięćdziesiąty pierwszy *** |