Strona główna

*** Rozdział dziewięćdziesiąty trzeci ***



- Gdzie się zmyłaś? – ofuknął Basię Roar, kiedy udało mu się ją dogonić – Bez papierka żadnego!

- Na trening Włochów – wyjaśniła dziewczyna z rozbrajającym uśmiechem – A przez drzwi słyszałam, że ten facet nas wpuścił i tak.

- I myślisz, że jak jeden sędzia coś powie, bo się zapatrzy w Helenkę, to ciebie nie mogą stąd wywalić? – Roar spojrzał pobłażliwie – Ech, masz.

- Dzięki. – podekscytowana dziewczyna wsunęła karteczkę do kieszeni – O, idziesz ze mną? Myślisz, że to tu?

- A czego państwo szukają? – spytał nadspodziewanie miłym tonem mężczyzna nadchodzący z naprzeciwka.

- Trening Włochów chciałam obejrzeć... – wyjaśniła Basia, wyciągając przepustkę, Roar zrobił minę z gatunku "A nie mówiłem?", a mężczyzna roześmiał się.

- A nie, ja tu nie jestem od sprawdzania. Z ciekawości zapytałem... – spuścił wzrok – A w ogóle... Przedstawię się może, Antonio Conte.

- Pan nie gra, prawda? – wyrwał się Roar, za wszelką cenę chcąc zwrócić na siebie uwagę.

- Nie gram. Nawet tu nie mieszkam, przyszedłem tu głównie zobaczyć ten trening właśnie.– uśmiechnął się, nadal patrząc na Basię.

2004-05-10, 22:28:12, Pat :P
skomentuj (6)

taka-sobie-powiastkablog - archiwum: *** Rozdział dziewięćdziesiąty trzeci ***