| Strona główna |
*** Rozdział sto drugi ***- Francesco jest wrażliwy po prostu, przejął się kolegą - Pat demonstracyjnie wyjaśniła Pavlowi, który już się ujawnił i z powątpiewaniem patrzył na kolejny niecelny strzał Włocha. W końcu wstał, wyminął go i porozumiał się wzrokowo ze zdziwionym Gigim, żeby uniknąć komentarzy, że strzela z zaskoczenia. Nie dając mu szans trafił prosto do siatki, po czym skierował się do wyjścia z boiska. - Nie, tego już za wiele! - krzyknął Francesco. - Spokojnie, ja już sobie idę. - poinformował Pavel pojednawczo - Wszedłem ci w drogę raczej przypadkiem. - I to też było przypadkiem?! - A, to nie. - odpowiedział Pavel z miną niewiniątka. - Mam ci chyba jeszcze coś do oddania - Pat podeszła i, nie zważając na zmieszanie Pavla, wręczyła mu wisiorek. - Co to? - zainteresował się Francesco. - Nic ważnego... - uśmiechnęła się Pat. - To było dla ciebie. - Pavel postawił wszystko na jedną kartę. - Czyżby? - zdziwiła się dziewczyna - Jak tam byłeś ostatni raz, to mnie nawet nie znałeś jeszcze. Nie, nic nic. - zwróciła się do osłupiałego Francesco, a Pavlowi pomachała, czego on już nawet nie zauważył. 2004-06-21, 20:01:24, Pat :P skomentuj (5)
|
taka-sobie-powiastkablog - archiwum: *** Rozdział sto drugi *** |