Strona główna

*** Rozdział sto dwunasty ***



- Mamy do pana prośbę. - Daniel, z niewtajemniczonym jeszcze Roarem, stawił się natychmiast przed Robertem. Tak szybko, bo obawiał się, że odwagi mu na dłużej nie wystarczy, ale do tego by się za nic nie przyznał - Zależy panu na jakiejś dziewczynie, prawda?

Wobec takiego pytania, zadanego przez jakieś nieznajome dzieciaki, w dodatku kojarzone dość mętnie z Heleną, Robert spłoszył się totalnie. Daniel przeszedł więc dyplomatycznie bliżej sedna sprawy.

- Zakładamy, że na pewno pan ma. I właściwie nie w tym rzecz. - Daniel zdecydował się uspokoić ciągle zdziwionego sędziego - A skoro pan ma, to na pewno by pan dla niej dużo zrobił, zwłaszcza jakby wolała jakiegoś kopacza.

- W rzeczy samej tak... - Robert nadal nie mógł znaleźć niewątpliwego drugiego dna, a i "kopacz" go mocno zaniepokoił, co mu dotkliwie przeszkadzało w wyśmianiu i wygonieniu dzieciaków, na co miał ochotę od początku.

- Zatem rozumie pan, że my musimy walczyć o nasze ukochane... Które jeszcze o tym nie wiedzą, ale tym bardziej powinny się dowiedzieć... I do tego potrzebujemy pana pomocy. - Daniel doszedł do najtrudniejszej części, ale wiedział już, że jest na dobrej drodze.

2004-09-20, 16:46:47, Pat :P
skomentuj (2)

taka-sobie-powiastkablog - archiwum: *** Rozdział sto dwunasty ***